Jeśli człowiek zwątpi w obiektywną prawdę, często nie ma w sobie wewnętrznej siły

NOWOHUCKA DROGA KRZYŻOWA 2019 |
ABP MAREK JĘDRASZEWSKI | 14.04.2019

Abp Marek Jędraszewski

Część 1

Część 2

Nowohucka Droga Krzyżowa 2019

Stacja I. Pan Jezus na śmierć skazany

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

„Był to dzień Przygotowania Paschy, około godziny szóstej. [Piłat] rzekł do Żydów: «Oto król wasz!». A oni krzyczeli: «Precz! Precz! Ukrzyżuj Go!». Piłat rzekł do nich: «Czyż króla waszego mam ukrzyżować?». Odpowiedzieli arcykapłani: «Poza Cezarem nie mamy króla». Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano” (J 19, 14-16).

Zanim Piłat uległ presji tłumu i szantażowi ze strony arcykapłanów, postawił jedno zasadnicze pytanie, które dogłębnie tłumaczyło jego chwiejną postawę wobec Żydów: „Cóż to jest prawda?” (J 18, 38a).

Zwątpienie w obiektywną prawdę i – w  konsekwencji – w konieczność zdążania za nią prowadzi do tego, że człowiek nie ma w sobie wewnętrznej siły, aby – gdy zajdzie taka  konieczność – stać się znakiem sprzeciwu dla różnego rodzaju kłamstw i fałszywych narracji, które płyną ze strony świata. Że tym kłamstwom ulega. Że w imię konformizmu i wewnętrznej wygody opowiada się za nimi i przekazuje je dalej. W istocie jest to droga prowadząca do coraz większego duchowego zniewolenia. A przecież – jak powiedział Pan Jezus – jedynie „prawda was wyzwoli” (J 8, 32). Wyzwala nas najpierw sam Chrystus, który powiedział o sobie, że jest prawdą (por. J 14, 6). Wyzwala nas każde opowiedzenie się za prawdą w życiu indywidualnym, społecznym i narodowym – zwłaszcza wtedy, gdy dla obiektywnej prawdy jesteśmy gotowi narazić się innym.

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Stacja II. Pan Jezus zostaje obarczony krzyżem

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

„Wówczas [Piłat] uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie. Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: «Witaj, Królu Żydowski!». Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie” (Mt 27, 26-31).

Taką właśnie kolejność zdarzeń przekazuje nam w swej Ewangelii św. Mateusz: skazanie Pana Jezusa na śmierć na krzyżu – biczowanie – wyszydzenie – obarczenie krzyżem. Ta kolejność wskazuje na to, że Piłatowi nie wystarczało skazanie Jezusa na męki krzyża – i dlatego wydał rozkaz, aby najpierw, jeszcze przed drogą krzyżową, Pan Jezus przeszedł przez mękę biczowania. Ta kolejność wskazuje na to, że żołnierzom Piłata nawet tego było za mało – i dlatego ich szyderstwa z Jezusa, opluwanie Go, bicie trzciną po głowie.

Do takiej przerażającej eskalacji i tryumfu zła dochodzi zawsze wtedy, gdy człowiek robi w swojej duszy miejsce dla grzechu – i nie pragnie od razu się z nim uporać w sakramencie pokuty i pojednania. Uporczywe trwanie w grzechu rodzi kolejne grzechy. W sercu człowieka rosną złość i nienawiść. Coraz trudniej przychodzi mu prosić Boga i innych ludzi o przebaczenie. Coraz łatwiej stacza się na drogę prowadzącą ku zatraceniu.

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Stacja III. Pan Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

„Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata” pisał w swoim Pierwszym Liście św. Jan Ewangelista (1 J 2, 16).

Tuż po przyjęciu chrztu w Jordanie z rąk Jana Chrzciciela Pan Jezus udał się na pustynię, na której „był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem». Lecz On mu odparł: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych»” (Mt 4, 1b-4).

Cielesny głód, odczuwany przez Pana Jezusa, stał się okazją, aby kusiciel przystąpił do Niego i wskazał Mu drogę jego przezwyciężenia. Tymczasem Pan Jezus odrzucił to, wydawałoby się proste i logiczne, rozwiązanie podsunięte Mu przez diabła. Doskonale wiedział, że szatan ze swej natury będzie podsuwał kłamliwe sugestie po to, by objąć nad Nim swoje panowanie. Dlatego też, odwołując się do autorytetu samego Boga, Pan Jezus wskazał, jaką drogą powinien zdążać człowiek: karmić się słowami, które pochodzą z ust Bożych, a nie tymi, które wywodzą się z podszeptów diabelskich.

Pan Jezus upadł pod krzyżem, ale zaraz się z tego upadku podniósł. Tym samym pokazał nam, jak przezwyciężać nasze upadki, powstałe na skutek pożądliwości ciała.

„Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (1 J 2, 17) – pisał w swym Pierwszym Liście św. Jan.

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Stacja IV. Pan Jezus spotyka Matkę swą Bolesną

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

Maryja milczała, patrząc na ostatnią, pełną hańby, drogę swego Syna, który zdążał w kierunku Golgoty. Jedynie po Jej policzkach płynęły ciche łzy współczucia i żalu. W chwili, gdy Jej spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Chrystusa, odkryła ostateczny sens przepowiedni starca Symeona sprzed wielu już lat, gdy małego Pana Jezusa, liczącego zaledwie czterdzieści dni, przyniosła wraz z Józefem do jerozolimskiej świątyni: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2, 34-35).

Tak, wiedziała o tym dobrze: Jej Synowi, który jest samą Prawdą, przeciwstawiano kłamstwa i oszczerstwa, a nawet bluźnierstwo, przypisując Mu działanie mocą Belzebuba, władcy złych duchów (por. Łk 11, 15). Jej Synowi, który przyszedł do ludzi z orędziem miłosierdzia, zarzucano, że jest żarłokiem i pijakiem, przyjacielem celników i grzeszników (por. Łk 7, 34). Jej Syna, który uwalniał ludzi od złych duchów, zaliczono do grona złoczyńców.

Bezradna, patrzyła na to widowisko kłamstwa i nienawiści, a jednocześnie wiedziała: Jej Syn przechodzi przez to wszystko, aby to skumulowanie zła przezwyciężyć Bożą dobrocią, Bożym miłosierdziem. Bo właśnie na tym polega Odkupienie, którego Ona, Matka, z łaski Bożej jest Współuczestniczką.

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

I Ty, któraś współcierpiała,

Matko Bolesna, przyczyń się za nami!

Stacja V. Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

„I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego” (Mk 15, 21)

To był zwykły przypadek: akurat wtedy Szymon z Cyreny wracał ze swego pola, znajdującego się nieopodal Jerozolimy. Zapewne był już utrudzony kilkugodzinną pracą. Udawał się więc do domu, aby w nim odpocząć i przeczekać skwar południowej   pory dnia. I właśnie wtedy spotkało go to nieszczęście: rzymscy żołnierze przymusili go do pomagania zupełnie nieznanemu mu Skazańcowi w dźwiganiu krzyża, drzewa hańby. Na nic zdały się wymówki i słowa o własnym utrudzeniu. Żołnierze byli bezwzględni. Szymon dość szybko zrozumiał: jeśli chce ocalić swe życie, a przynajmniej uniknąć ciężkiego pobicia, musi wziąć krzyż na swoje ramiona. Więc go wziął i zaczął zdążać w stronę Golgoty.

Wystarczył jednak tylko jeden moment, w którym Szymon poczuł na sobie wzrok Skazańca, aby zrozumieć: to wcale nie był przypadek, że właśnie wtedy zdążał z pola do swego domu. To żadne nieszczęście, iść za tym Skazańcem na miejsce Jego przeznaczenia i dźwigać Jego krzyż. To chwila łaski, która rodzi nowe łaski. Synowie Szymona mieli stać się wyznawcami tego Skazańca, chrześcijanami, i wspomagać św. Piotra w jego misji ewangelizacyjnej w Rzymie. Samego Rufusa, jako „wybranego w Panu”, i jego matkę, którą nazwał „także swoją matką”, wspominał św. Paweł w Liście do Rzymian (por. Rz 16, 13).

Po latach tenże św. Paweł napisze w Liście do Galatów: „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe” (Ga 6, 2).

Nawiązując do tego zdania, św. Jan Paweł II dnia 12 czerwca 1987 roku, podczas swej III Pielgrzymki do Ojczyzny, mówił w Gdańsku: „To zwięzłe zdanie Apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy «brzemię» dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza od solidarności. Nie może być program walki ponad programem solidarności. Inaczej – rosną zbyt ciężkie brzemiona. I rozkład tych brzemion narasta w sposób nieproporcjonalny. Gorzej jeszcze: gdy mówi się: naprzód «walka» – choćby w znaczeniu walki klas – to bardzo łatwo drugi, czy drudzy pozostają na «polu społecznym» przede wszystkim jako wrogowie. Jako ci, których trzeba zwalczyć, których trzeba zniszczyć. Nie jako ci, z którymi trzeba szukać porozumienia – z którymi wspólnie należy obmyślać, jak «dźwigać brzemiona». «Jeden drugiego brzemiona noście»”.

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Stacja VI. Weronika ociera Panu Jezusowi twarz

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

O Weronice milczą Ewangeliści.

Natomiast o Weronice od wielu już wieków mówi szlachetna tradycja chrześcijańska. Wyrosła ona z przekonania, że jest rzeczą niemożliwą, aby na krzyżowej drodze Pana Jezusa nie doszedł do głosu geniusz kobiecy, tak często i tak wzruszająco objawiający się w naszym życiu jako spontaniczny odruch serca. Jako całkowicie bezinteresowny gest miłości. Stąd to opowiadanie o pewnej kobiecie, która przedarła się przez kordon żołnierzy, aby Panu Jezusowi dać chwilę ulgi w Jego cierpieniu. Aby Jego twarz, zbroczoną krwią, spuchniętą od uderzeń, splamioną plwocinami Żydów (por. Mt 26, 67) i żołnierzy rzymskich (por. Mt 27, 30) otrzeć chustą i przywrócić jej godność. Po chwili odepchnięta przez żołnierzy, Weronika została sama. Pełna zdumienia na chuście, której nie wypuściła z rąk, ujrzała odbitą twarz Skazańca. Prawdziwą ikonę Tego, który dla nas i dla naszego zbawienia podjął się drogi wiodącej na Golgotę.

W roku 1978, niewiele przed swym wyborem na papieża, kardynał Karol Wojtyła postaci Weroniki poświęcił swój poemat, który nosi tytuł Odkupienie szuka twego kształtu, by wejść w niepokój wszystkich ludzi. Pisał tam, zwracając się do Weroniki: „Imię powstało w tej chwili, gdy twe serce stało się obrazem:/ obrazem prawdy. Imię twoje powstało z zapatrzenia”.

Weronika zapatrzyła się w twarz Pana Jezusa – i odkryła w niej prawdę o tym, że „tak (…) Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3, 16-17). Weronika należała do tych, którzy uwierzyli. Została obdarzona ikoną Chrystusa, która stała się jej dozgonnym skarbem. Która stała się równocześnie skarbem tych wszystkich, których serce przyjęło kształt obrazu odkupieńczej miłości naszego Zbawiciela.

Kardynał Wojtyła pisał: „Ciemniejące płótno w twoich rękach przyciąga niepokój świata./ Stworzenia pytać będą o życiodajne źródło, które bije z twojej postaci,/ Weroniko, siostro –/ Odkupienie szukało twego kształtu, by wejść w niepokój wszystkich ludzi”.

My też pytamy dzisiaj siebie o źródło, które nadało tak niezwykły kształt postaci Weroniki. Rozważając jej czyn na krzyżowej drodze Pana Jezusa, odpowiadamy: tym źródłem jest pragnienie zapatrzenia się w Miłość, która nas zbawiła i odkupiła. Tym źródłem jest Miłość, która nas przemienia właśnie po to, abyśmy i my stawali się przyczyną zbawczego niepokoju u innych ludzi.

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Stacja VII. Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi   

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

„Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata” (1 J 2, 16).

Pożądliwość oczu częstokroć prowadzi do pragnień, które podsunąć może zła wyobraźnia. Niekiedy wystarczy raz zobaczyć coś, co zapadnie w głębie naszej świadomości i co po jakimś czasie może powrócić, przybierając kształt niebezpiecznych dla naszego ducha zachcianek. Jeśli ich zdecydowanie nie odepchniemy od siebie, znaleźć się możemy w sytuacji zagrożenia czystości naszych intencji, a nawet i czynów. Zarazem też znajdujemy się na krawędzi swoistego kuszenia Pana Boga, gdyż słabnie w nas łaska Bożej bojaźni.

Tego właśnie rodzaju kuszenia doświadczył Pan Jezus, kiedy „wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień»” (Mt 4, 5-6). Jednakże natychmiast padła odpowiedź Chrystusa, zdecydowana i jasna, po raz kolejny odwołująca się do autorytetu Pisma świętego: „Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego” (Mt 4, 7).

Na drodze ku Golgocie, drodze otwierającej nam Zbawienie, Pan Jezus po raz drugi upadł, ale zaraz potem powstał. Szedł dalej, aby spełniły się na Nim słowa Psalmu: „Oto idę; w zwoju księgi o mnie napisano: Jest moją radością, mój Boże, czynić Twoją wolę, a Prawo Twoje mieszka w moim wnętrzu” (Ps 40, 8-9).

Dla nas natomiast ciągle aktualnymi pozostają słowa św. Jana Ewangelisty: „Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (1 J 2, 17).

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Stacja VIII. Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty jerozolimskie   

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

„A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” (Łk 23, 27-28).

Niewiasty jerozolimskie płacząc, okazywały Panu Jezusowi swoje współczucie. Czy płakały z powodu niesprawiedliwego wyroku? Być może w ogóle nie zdawały sobie sprawy z tego, jak wielka krzywda spotkała Jezusa: najpierw podczas sądu o charakterze religijnym przed arcykapłanem Kajfaszem, a następnie na skutek czysto politycznej prowokacji, jaka się dokonała przed sądem rzymskiego namiestnika Piłata. One, po prostu, widząc nieludzkie umęczenie dźwigającego krzyż Skazańca, przeżywały w swych sercach wielki ból. Nie mogły patrzeć na ogrom cierpień tego Człowieka, zataczającego się pod ciężarem belki, na której miał wkrótce zawisnąć na wzgórzu Golgoty.

Płacz jerozolimskich kobiet po dzień dzisiejszy jest wielkim wyrzutem i znakiem sprzeciwu wobec obojętności świata, który nie chce widzieć ogromu zła, krzywd i niesprawiedliwości, jakie się dzieją każdego dnia i wypełniają smutną historię współczesności. Jest sprzeciwem wobec tej obojętności świata, który mniej lub bardziej świadomie powtarza bezczelne pytanie, jakie Kain postawił Bogu po zabójstwie Abla: „Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9b).

Współczucie jerozolimskich kobiet okazane Panu Jezusowi jest równocześnie wezwaniem skierowanym do nas wszystkich, abyśmy byli ludźmi serca wrażliwego na nieszczęścia i krzywdy doznawane przez naszych braci. Przecież jako chrześcijanie, wezwani do miłości bliźniego, czujemy się stróżami i opiekunami każdego, kto wyciąga ku nam proszącą dłoń, każdego, kto kieruje ku nam błagalne spojrzenie.

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Stacja IX. Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci    

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

„Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata” (1 J 2, 16).

Pycha jest pierwszym z grzechów głównych. Z niej rodzą się inne grzechy, niszczące zarówno osobę, która ulega pysze, jak i inne, które się nią spotykają. Pycha narusza bowiem wszelkie zdrowe relacje międzyludzkie i stoi w wyraźnej opozycji do przykazań miłości Boga i miłości bliźniego. To właśnie ulegając pysze, szatan postawił się na równi z samym Bogiem, mówiąc Mu w twarz: Non serviam – „Nie będę Ci służył”.

Pokusie pychy został poddany także Pan Jezus, kiedy czterdzieści dni przebywał na pustyni. Jak pisze św. Mateusz, „jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon»” (Mt 4, 8-9). Chrystus odpowiedział szatanowi zdecydowanie, odwołując się do tego fragmentu Księgi Powtórzonego Prawa, gdzie jest mowa o miłości, jaką człowiek powinien okazywać Bogu: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: «Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz»” (Mt 4, 10).

Mówiąc o przyczynach krzywd wyrządzanych dzieciom całego świata, Ojciec Święty Franciszek, na zakończenie spotkania z przewodniczącymi Konferencji Episkopatów przybyłymi do Rzymu, wskazał na nadużycia różnego rodzaju władzy, wynikające z pychy szatana, który zapanował nad ludzkimi sercami: „Trudno (…) zrozumieć zjawisko wykorzystywania seksualnego małoletnich bez uwzględnienia władzy. (…) Nadużywanie władzy jest obecne także w innych formach wykorzystywania, których ofiarami jest niemal osiemdziesiąt pięć milionów dzieci, zapomnianych przez wszystkich: dzieci-żołnierzy, prostytuujących się małoletnich, dzieci niedożywionych, dzieci uprowadzonych i często padających ofiarą potwornego handlu narządami ludzkimi lub zamienionymi w niewolników, dzieci będących ofiarami wojen, dzieci uchodźców, dzieci – ofiar aborcji. (…) Dzisiaj stoimy w obliczu przejawu zła, bezczelnego, agresywnego i destrukcyjnego. Kryje się za tym i jest w tym duch zła, który w swojej bucie i pysze czuje się panem świata i myśli, że wygrał. (…) Za tym stoi szatan”.

Pan Jezus upadł pod krzyżem po raz trzeci i po raz trzeci powstał, aby z pokorą nieść swój krzyż dla zbawienia świata. W ten sposób, wypełniając wolę Bożą, przyczyniał się do przemijania świata i jego pożądliwości (por. 1 J 2, 17). Jednocześnie jako zwycięski Baranek, który „trwa na wieki”, zachęca nas, byśmy kroczyli wytyczoną przez Niego drogą: „Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11, 29).

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Stacja X. Pan Jezus z szat obnażony        

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

Wreszcie dotarli na szczyt Golgoty. Tuż przed egzekucją żołnierze zdarli z Chrystusa Jego szaty. Za chwilę podzielą je „na cztery części, dla każdego żołnierza po części”, a o tunikę, która „nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu”, rzucą losy (por. J 19, 23-24). Tak oto Pan Jezus stanął wobec wszystkich w całej swej niewinności, wydany na spojrzenia tłumu. Bezbronny, zawstydzony.

Ilu z tych, którzy byli na Golgocie, opuściło wtedy wzrok, aby Go uszanować i nie zranić złym spojrzeniem? Ilu z tych, którzy się tam znajdowali, świadomie raniło swym wzrokiem poczucie Jego osobistej godności?

Obnażony na szczycie Golgoty Chrystus nieustannie wzywa świat do czystości spojrzeń, myśli i czynów. Wzywa do tego w imię poszanowania godności każdej osoby ludzkiej. W imię prawa do zachowania własnej intymności. W imię ochrony bezbronnych i zupełnie nie przygotowanych na przemoc w tej dziedzinie dzieci.

Tymczasem współczesny świat chce – także przez programy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i Kartę LGBT, które mają być wprowadzane do polskich szkół, a nawet przedszkoli – odzierać dzieci z ich niewinności, z ich naturalnego poczucia wstydu, z ich czystego i radosnego dzieciństwa.

Obnażony na szczycie Golgoty Chrystus swoim zawstydzeniem woła do nas wszystkich, zwłaszcza do tych, którzy pozostają obojętni na te zagrożenia i krzywdy: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mt 18, 6).

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Stacja XI. Pan Jezus przybity do krzyża           

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

„Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»” (Mk 1, 14-15).

Tymi słowami św. Marek zaczyna opowieść o nauczycielskiej działalności Pana Jezusa. Głosić nadejścia Królestwa Bożego –  oto sens Jego wędrowania po drogach i ścieżkach palestyńskiej ziemi: w Galilei, Samarii i Judei. Z czasem do tego dzieła powołał i włączył innych, począwszy od wezwania, które skierował do rybaków znad Jeziora Genezaret: Piotra i Andrzeja, Jakuba i Jana. Jak pisze św. Marek, „Jezus rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim” (Mk 1, 17-18). Gdy uczniowie duchowo okrzepli w szkole Chrystusowej Ewangelii, „dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych” (Łk 9, 1-2).

Nastąpił jednak moment, w którym brutalnie przerwano to głoszenie radosnej nowiny o nadejściu Królestwa Bożego. Rzymscy żołnierze zaczęli przybijać ręce i nogi Pana Jezusa do belek krzyża. Wszystko po to, aby Jego ręce nie mogły już więcej błogosławić dzieci. Wszystko po to, aby Jego nogi nie mogły już więcej stąpać po ojczystej ziemi. W ten sposób spełniały się żądania arcykapłanów i podburzonych przez nich tłumów, które „z wielkim wrzaskiem” wołały do Piłata: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!” (por. Łk 23, 21-23). Jednakże przybicie Pana Jezusa do krzyża bynajmniej nie przerwało Jego zbawczego dzieła wobec świata. Co więcej, właśnie na krzyżu ukazała się cała potęga Jego miłosiernej miłości do nas.

Po latach św. Paweł skierował do swego umiłowanego ucznia Tymoteusza słowa, które po dzień dzisiejszy świadczą o tym, że nic nie jest w stanie pozbawić Kościoła jego mocy i zdeterminowania w głoszeniu Ewangelii: „Pamiętaj na Jezusa Chrystusa, potomka Dawida! On według Ewangelii mojej powstał z martwych. Dla niej znoszę niedolę aż do więzów jak złoczyńca; ale słowo Boże nie uległo skrępowaniu. Dlatego znoszę wszystko przez wzgląd na wybranych, aby i oni dostąpili zbawienia w Chrystusie Jezusie razem z wieczną chwałą. Nauka to zasługująca na wiarę: Jeżeliśmy bowiem z Nim współumarli, wespół z Nim i żyć będziemy. Jeśli trwamy w cierpliwości, wespół z Nim też królować będziemy” (2 Tm 2, 8-12).

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Stacja XII. Pan Jezus umiera na krzyżu          

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

„Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23, 44-46a). To były ostatnie słowa umierającego Zbawiciela, które przekazał nam św. Łukasz. Natomiast św. Jan, bezpośredni świadek tego wydarzenia, zapisał jeszcze jedno słowo: „Wykonało się!” (J 19, 30a). Zaraz potem Jezus „skłoniwszy głowę oddał ducha” (J 19, 30b).

To słowo stało się klamrą zamykającą to, co zapoczątkowały słowa Syna wypowiedziane w chwili decyzji Boga Ojca o dziele Zbawienia świata. Wtedy to zaistniał niezwykły dialog między Ojcem a Synem, o którym czytamy w Liście do Hebrajczyków. Boży Syn rzekł wówczas: „Oto idę – w zwoju księgi napisano o Mnie – abym spełniał wolę Twoją, Boże” (Hbr 10, 7).

Oddając swego ducha Ojcu niebieskiemu, Pan Jezus mógł z całą mocą stwierdzić: „Wykonało się!”. Wykonał i spełnił wolę swego Ojca aż do końca. Całym swym życiem, całym nauczaniem, cudami, bezbrzeżnym cierpieniem i męką konania ukazał światu zbawienną prawdę, że Bóg jest miłością (1 J 4, 8. 16). Miłością, na którą nie możemy pozostać obojętni. Miłością, która przyciąga do siebie serca ludzi. Powiedział przecież niewiele przed swoją śmiercią: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie»” (J 12, 32). Przyciąga więc otwartym na oścież swoim Sercem. Sercem przebitym dla nas. Jak bowiem zaświadczył św. Jan, gdy wysłani przez Piłata żołnierze „podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: Będą patrzeć na Tego, którego przebili” (J 19, 33-34. 36a. 37b).

Od wieków Kościół patrzy na Chrystusa i Jego zranione Serce z największą czcią. I słyszy te same słowa, które w XVII wieku Pan Jezus skierował do św. Małgorzaty Marii Alacoque: „Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi”.

Dzisiaj, przy XII Stacji nowohuckiej Drogi Krzyżowej, znów słyszymy słowa: Oto Serce! Oto Boże Serce, które umiłowało każdą i każdego z nas. Oto Serce, które ciągle i z najwyższą pokorą czeka na naszą miłość…

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

Stacja XIII. Pan Jezus zdjęty z krzyża         

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

„Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. Nie przystał on na ich uchwałę i postępowanie. Był z miasta żydowskiego Arymatei, i oczekiwał królestwa Bożego. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa [a następnie] zdjął je z krzyża” (Łk 23, 50-53a).

O Józefie z Arymatei św. Mateusz pisze, że był „zamożny” (por. Mt 27, 57), św. Marek, że był „poważnym członkiem Rady, który również wyczekiwał królestwa Bożego” (por. Mk 15, 43), a św. Jan, że „był uczniem Jezusa, lecz ukrytym z obawy przed Żydami” (J 19, 38). Wielowiekowa tradycja Kościoła niejako przedłuża relację św. Łukasza i dodaje, że oddał martwe ciało Jezusa w ręce Jego Matki. Tak oto w Jej życiu nastąpił ten bolesny moment, który w pobożnej tradycji chrześcijańskiej został wyrażony zaledwie jednym słowem: „Pieta”.

Wiedziała: Jej Syn, który przed chwilą umarł, już nie cierpi. Wiedziała także: teraz przyszła kolej właśnie na Nią. Całą swoją istotą czuła, jak Jej duszę przenika miecz (por. Łk 2, 35). Martwe ciało Jezusa, które spoczywało w Jej ramionach i na które patrzyła z matczyną miłością, było wiernym zapisem przerażających cierpień, jakie musiał On przechodzić od chwili, gdy został aresztowany w Ogrodzie Oliwnym.

Przez niewymowne cierpienia swego serca stawała się cichą, bez jednego słowa skargi, Współodkupicielką rodzaju ludzkiego. Równocześnie stawała się przedłużeniem zbawczej tajemnicy Bożego miłosierdzia. Jak Jej Syn, wiszący jeszcze na krzyżu, prosił Boga słowami: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34), tak odtąd wierny lud Boży codziennie prosi Ją, Matkę miłosierdzia, słowami: „Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej”. W tej modlitwie, zanoszonej do Niej, Patronki Dobrej Śmierci, upatruje dla siebie nadziei na czas godziny ostatniej, a zarazem ostatecznej.

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

I Ty, któraś współcierpiała,

Matko Bolesna, przyczyń się za nami!

Stacja XIV. Pan Jezus złożony do grobu          

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu, i błogosławimy Tobie,

Boś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.

„A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu” (J 19, 41-42). Te słowa św. Jana uzupełnia jeszcze św. Mateusz, pisząc: „Przed wejściem do grobu [Józef z Arymatei] zatoczył duży kamień” (Mt 27, 60b).

Złożenie kogoś do grobu jest zazwyczaj definitywnym zamknięciem jego historii. Pozostaje jeszcze co najwyżej podział tego, co po nim pozostało: jakieś rzeczy, jakieś pamiątki, które prędzej czy później zostaną wrzucone do śmietnika historii i całkowicie zapomniane. Po jakimś czasie zniknie także i sam grób. Wszystko zaś pokryje niepamięć.

Świadkom śmierci Jezusa mogło się wydawać, że to wszystko dotyczy także Jego historii:  Józef z Arymatei „zatoczył duży kamień i odszedł” (Mt 27, 60b). Zatoczenie kamienia u grobu Chrystusa znaczyło przecież ostateczne zamknięcie Jego historii, a to, że Józef odszedł od grobu, oznaczało zwycięstwo bieżących spraw i problemów nad przeszłością, zwłaszcza tak bolesną jak ta, związana z życiem Jezusa, co do którego Józef pokładał tak wiele, jak mu się teraz wydawało całkowicie iluzorycznych, nadziei na przyszłość.

Tymczasem historia grobu Chrystusa potoczyła się zupełnie inaczej. Trzeciego dnia po śmierci Jezusa okazał się on pusty. Co więcej, fakt pustego grobu stał się fundamentem wiary Apostołów, począwszy od św. Jana, który sam o sobie napisał, że ujrzawszy „leżące [w pustym grobie Jezusa] płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu, (…) uwierzył” (J 20, 6b-8).

Kościół, budując swoją wiarę na wierze Apostołów, nigdy nie odszedł od pustego grobu Chrystusa. Przeciwnie, od samego początku swoich dziejów pamięta o nim i do niego pielgrzymuje. Od pustego grobu kieruje orędzie do świata: „Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał! Alleluja!”.

Odtąd wszyscy, którzy na wzór Apostołów uwierzyli, pełni nadziei zdążają do kresu swojej ziemskiej pielgrzymki. Przeniknięci wiarą powtarzają słowa wielkanocnej pieśni: „Przez Twe święte zmartwychwstanie,/ Daj nam grzechów odpuszczenie,/ A potem duszne zbawienie./ Alleluja, Alleluja”.

Któryś za nas cierpiał rany

Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

https://diecezja.pl/homilie/nowohucka-droga-krzyzowa-2019-abp-marek-jedraszewski-14-04-2019/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *